02.07.2006 | Temat: Wyprawa na Mont Blanc

Uczestnicy:
Kowal, 35 lat
Marcin, 32 lata
Prus, 31 lat
Sasza, 32 lata
Trepek, 31 la

Przydatne umiejętności:
Poczucie humoru, niepohamowana skłonność do wina i francuskich serów. Odporność (a najlepiej zamiłowanie) na mróz, słońce i wiatr. A poza tym takie drobiazgi jak: niezła kondycja fizyczna, dobra orientacja w terenie lub GPS, umiejętność samodzielnego wychodzenia i wyciągania na linie innych osób ze szczelin lodowcowych, chodzenie w rakach po śniegu i zaśnieżonej skale o trudności Orlej Perci). Droga:
Klasyczna od strony francuskiej, Nid d''''Agile (2372) - Refuge de Tete Rousse (3167) - Refuge du Gouter (3817) - Refuge Vallot (4362) - szczyt i nazad.
 
 
31.06. Wieczorem zbieramy się w Poznaniu. Pakujemy się do Forda Transita. Robimy zakupy w delikatesach (chińskie zupki, kisiele, kabanosy, chleb, salami, woda, batony) i ruszamy na południe, a uśmiechy nie schodzą z naszych twarzy.

01.07. Do Pragi, miasta zalanego muzyką i piwem, dojeżdżamy o 5 rano. Potem Szwajcaria. Wszędzie skwar leje się z nieba a my w otoczeniu alpejskich szczytów zażywamy upragnionej kąpieli w jeziorze Genewskim. Rozkosznie. Ruszamy dalej, przed nami jeszcze 1000km do stolicy francuskich Alp, nobliwej już z samej nazwy - Chamonix. Widzimy pierwszy śnieg tego lata. Docieramy na kemping w Chamonix - kameralny, z widokiem na masyw Białej Góry.

 

02.07. Jemy wystawne śniadanie z francuskim akcentem w postaci chrupiących bagietek. Pakowanie plecaków idzie nam dłużej niż sądziliśmy, ładujemy przerażające ilości sprzętu (pod 30kg!), i prowiantu (dla pułku wojska), pstrykamy kilka fotek i ruszamy w drogę.
Przed zmrokiem chcemy dotrzeć do pierwszej bazy, schroniska Tete Rousse (3167). Koło schroniska można rozbijać namioty. Naturalne pole u podnóża kuluaru oferuje do wyboru kamienie lub śnieg.
A już jutro ostra wspinaczka przez grań Gouter, na której szczycie dumnie pręży się upragniona przez wszystkich ostoja domowego ogniska - schronisko Gouter.

03.07. Powyżej lodowca znajduje się niesławny kuluar latających kamieni. Z dużą prędkością w dół latają tam kamienie o wielkościach od pięści niemowlaka do pralki Frania. My doszliśmy dość szybko do schroniska Gouter (3817). Tam odpoczęliśmy i poszliśmy aklimatyzacyjnie na 4200. Zarezerwowaliśmy wcześniej sobie pryczę (25€) żeby nie targać namiotów, warto zrobić to wcześniej, bo może nie być miejsc.


04.07. Obudziliśmy się jak jeden mąż o 1:40. W schronisku panował już charakterystyczny harmider. Alpiniści wszystkich krajów niczym zjawy, krzątając się w bladym świetle żarówek i błysków czołówek, rozpoczęli żmudny, automatyczny proces ubierania ekwipunku. Spodnie, koszulki, buty, raki, windbloki, kurtki, uprzęże.
Ścieżka doprowadziła nas do prawego dolnego rogu zbocza, a naszym celem jest lewy górny róg (4304). Kontynuujemy granią, potem zboczem i znowu granią aż na szczyt. Na szczyt docieramy ok. 8 rano, słońce zaczyna przypominać o sobie, ale i tak jest jeszcze dość zimno. Obściskujemy się radośnie, robimy kilka zdjęć. Widok jest niewiarygodny, widać połowę Alp. W oddali wynurza się z chmur Matterhorn

W dół - połowa czasu wejścia. W Gouter zamawiamy dzban wina i ruszamy w dół. Namioty przy Tete Rousse rozbijamy już w strugach deszczu. Pogoda zaczyna się psuć. Szczęśliwi, podsumowujemy w szerszym gronie ten jakże udany dzień.

05.07. Schodzimy powolutku do Bellevue. Zjeżdżamy kolejką. Wracamy na kemping. Ciepły prysznic cieszy jak nigdy.

06.07. Jedziemy do Mediolanu. Tunel pod Mt. Blanc kosztuje 42€. Drogo, ale fotki fajne można porobić. W Milano czuć oczekiwanie na finał Mundialu. Zatrzymujemy się w Albergo Italia. Niestety zamykają go na cztery spusty między 1:30 a 6:30 rano. Zmusza nas to na spędzeniu całej nocy w pizzerii, na ulicy Corso Cordo, w klubie Gasolina, w dysce Hollywood i w śniadanowni przed dworcem głównym.

07.07. Zwiedzamy Milano. La Scala. Duomo. Galleria Vittorio Emmanuele. Zamek Sforzów. Kościół Santa Maria delle Grazie. Niestety Ostatniej Wieczerzy nie zobaczyliśmy, bo właśnie na ten dzień zaplanowano małe porządki. O 16:00 trąbka zagrała do domu.

08.07. Wracamy w ramiona naszych żon, dziewczyn i matek.