

Cały rok przygotowań, ciężkiego i wyczerpującego treningu został podsumowany najważniejszym turniejem w roku - Międzynarodowymi Mistrzostwami Polski w Piłce Stołowej. Zawody odbyły się 7-10 czerwca 2007 roku we Wrocławiu. Ponad 100 zawodników z Polski i zagranicy rywalizowało w największej tego typu imprezie medialnej w Polsce, nad którą objęła pieczę Światowa Organizacja Piłki Stołowej ITSF.
Największą atrakcją turnieju była obecność Roberta Athy z Anglii, który w tym roku zdobył tytuł Mistrza Świata Par Open. Z światowej czołówki pojawił się również Słowak Pavol Kovacik oraz obrońca tytułu Mistrz Polski 2006 Polak Paweł Sielski. Dodatkowo zjawili się wszyscy najlepsi gracze z pierwszej piętnastki w Polsce, a także obrończynie tytułu w konkurencji par kobiecych Agata Ćwiąkała i Agnieszka Rutowska z Poznania.
Poziom turnieju był niesamowity. Zdecydowanie wyższy niż rok wcześniej. Głównie za sprawą dużego postępu polskich zawodników w ostatnim roku i ogromnym rozwoju piłki stołowej na całym świecie. Zawody najbardziej rozkręciły się drugiego dnia, gdy przyjechali najlepsi światowi gracze na czele z Robertem Atha i Pavlem Kovacikiem. Gdy tylko ludzie usłyszeli wywołanie do stołu Aglika w ciągu 10 sekund tłumy kibiców przelatywały przez sale turnieju niczym rój pszczół, żeby zająć jak najlepsze miejsca. Dla większości obecnych był to wielki idol, a dla tych, którzy go jeszcze nie znali żywa legenda. Anglik grał jakby się urodził z grilem w ręku. Podawał z dokładnością do setnej części milimetra, a jak strzelił bramkę to było słychać tylko huk. Najlepsze były jednak reakcje publiczności, którzy z niedowierzaniem obserwowali to, co się dzieje na stole. Anglik stał się idolem dla większości oglądających. Jednym meczem zyskał ogromny szacunek. Drugiego idola nie trzeba było długo szukać. Po zakończeniu meczu Roba rozpoczął się sparing Pavla Kovacika ze Słowacji. Jego gra była jak magia. Podobała się wszystkim, ale nikt nie wiedział jak on to robi.
Wszyscy oczekiwali na pojedynki Roba i Pavla z naszym Pawłem Sielskim, wielkim talentem, który w zaledwie pięć lat stał się niezwykle groźnym konkurentem na światowej arenie. Gra on zupełnie inaczej niż Pavel czy Rob. Jest szybki, techniczny, ale przede wszystkim ogromnie mądry. Analizuje każdą akcję, każde ustawienie, po prostu wszystko. W Polsce mówią o nim, że jest przy stole jak maszyna, bo nie bacząc na nic po prostu strzela i wygrywa niezależnie od tego, z kim gra. Niepodważalny numer jeden w Polsce.
Oglądając pierwsze mecze najlepszych wszyscy nie mogli się doczekać meczów finałowych w najważniejszych konkurencjach open. Informacje z biura zawodów, co do numeru stołu i godziny najważniejszych meczy były dla wielu na wagę złota. W sobotnich parach open nie było większych niespodzianek, aczkolwiek nie można nikomu odmówić walki. Mimo ciężkich warunków atmosferycznych zawodnicy grali na maksimum swych możliwości w drodze do tytułu Mistrza Polski. Głównymi faworytami byli Rob Atha w parze z bardzo zdolnym Polakiem Filipem Kubiatowiczem z Łodzi. Ostatecznie mimo wielu trudnych meczów tytuł Mistrza Polski powędrował właśnie do tej pary. Na drugim miejscu znaleźli się ubiegłoroczni triumfatorzy Paweł Sielski w parze z Przemysławem Nogą, którzy w bardzo ładnym stylu wygrali z Kovacikiem i Samajem ze Słowacji.
Po takiej sobocie mało kto spodziewał się niespodzianek w niedzielnych singlach - dyscyplinie, która dla większości graczy jest najważniejsza. Obrońca tytułu Paweł Sielski miał bardzo trudne zadanie przed sobą, gdyż nigdy wcześniej w karierze nie udało mu się wygrać z Robem Athą, natomiast z Pavlem Kovacikiem przegrał w zeszłorocznych Mistrzostwach Czech. Jednak na swoim terenie rzeczy niemożliwe stają się realne. Dzięki gorącemu dopingowi oraz silnej motywacji można osiągnąć wszystko. Cały rok Paweł przygotowywał się właśnie na ten turniej. Kilkugodzinne codzienne treningi się opłaciły. W drodze do finału Mistrz Polski pokonał Mistrza Świata! Roberta Athe oraz Pavla Kovacika, dzięki czemu zrealizował jedno ze swoich największych marzeń.
Rywalizacja sportowa w połączeniu z dopingiem kibiców sprawiała niesamowitą otoczkę w trakcie zawodów. Mimo codziennego wyczerpującego grania, zawodnicy znajdywali czas na integrację i sprawiali wrażenie jednej wielkiej rodziny. Tego typu turnieje pozostają w pamięci na całe życie. Można tylko żałować, że odbywają się raz do roku.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |